niedziela, 12 lutego 2012

niedzielowo.

Budzę się rano, wszystko ok. Co prawda, zasnęłam dopiero ok.1, bo tak późno przyjechałam.
I wstałam, UWAGA! o.. 8.30. Jestem nienormalna, wiem. :) Albo może po prostu posłuszna! Mama kazała mi tak szybko wstać, bo mieliśmy jechać na mszę za babcię. I ja, grzeczna dziewczynka, wstałam, wykąpałam się, umyłam włosy i czekałam aż wstanie mama. Godz. 9:43, w domu cicho(chyba nikt nie wstał), a mieliśmy wyjeżdżać o 10. W końcu poszłam sprawdzić co jest grane. i... Mamusia zaspała! (;
No więc poszłam do kościółka sama, zmarzłam strasznie. Przyszłam do domu.
Wchodzę na fejsa, patrzę: WHITNEY HOUSTON nie żyje!
Co jest? Co się dzieje?
-Amy Winehouse, Whitney Houston?
W necie piszą, że przyczyna śmierci jest jeszcze dokładnie nieznana, ale przypuszczają, że się zaćpała.
Jak można, ludzie? Jak można się zaćpać? Nie rozumiem tego naprawdę.
Powinniśmy cieszyć się z tego, że dostaliśmy życie i jesteśmy zdrowi(chociaż z tym też bywa różnie).
Przeżywać każdą chwilę tak, jakby miała być ostatnią w naszym życiu. A tymczasem.. marnujemy sobie zdrowie poprzez takie coś. Wiem, że może potem trudno jest się z tego wygrzebać.
Ale są ludzie, specjaliści, którzy na pewno pomogą. Wystarczy tylko chcieć! I jak mawiała babcia Franklina:
"Dla chcącego, nic trudnego". :)

Na koniec, przydałby się jakiś komentarz(pouczenie, pointa):
Cieszmy się z każdej chwili! Bierzmy życie takim, jakie jest!
I koniecznie spełniajmy swoje marzenia, bo potem może być już za późno!

A tematycznie, W.Houston
I have nothing.. KLIK!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz